absyntWydawać by się mogło, ze Absynt niczym nie różni się od pozostałych kazimierzowskich knajp utrzymanych w stylu serwetowym. Bo przecież czego można się spodziewać po lokalu, w którym dominują stare meble, nieodłączne serwetki na stolikach, świeczki- co prawda nie te osadzone w pustych butelkach jak w Alchemii, a małe i dyskretne.

Absynt ma dwie, właściwie trzy, podstawowe zalety, a mianowicie: przytulne, nie za ciemne wnętrze, łagodną muzykę, która nie usypia po godzinie oraz bardzo fajną obsługę.  Mili i kompetentni barmani to ważna sprawa.  Dzięki niej chce się do lokalu wracać.

Absynt jest całkiem niezłym miejscem na randki. Przyjemnie bardzo można spędzić wieczór we dwoje szczególnie, jeżeli do siedzenia trafi się  jedna z sof – wielkich i przepastnych siedzisk. Miła opcja.

Absynt, jak sama nazwa wskazuje, ma do zaoferowania alkohol, przez który van Gogh stracił ucho (podobno) a Witkiewicza zmusił do popełnienia Pożegnania Jesieni… Warto, chociażby dla samego rytuału, zamówić szklaneczkę absyntu. Podawanie absyntu wiąże się ze specyficznym rytuałem, do którego, oprócz tegoż trunku, potrzebna jest woda, cukier, specjalna łyżeczka… i zapałka.

Warto podejrzeć, w jaki sposób barmani przyrządzają absyntowe trunki, bądź zebrać się na odwagę i spróbować samemu. Nad kieliszkiem należy położyć tę dziwną łyżeczkę,a na niej kostkę cukru, który po nasiąknięciu przelanym przezeń absyntem podpalony karmelizuje się. Możemy alkohol, pomieszany ze karmelizowanym cukrem pomieszać z wodą i dodać parę kostek lodu. Można się nim raczyć po łyku a można też wypić jednym haustem… zapewniam, że doznania po takim jednorazowym łyku są wyjątkowe.