Jak do tej pory staraliśmy się być obiektywni w kwestii knajp, które opisujemy. Zawsze jest jednak ten pierwszy raz, w którym obiektywni nie będziemy. MY, autor tego bloga. Ja, ILISTIL z bogów łaski, powiadam Wam: byłam w Misz Masz osobiście mą nieskromną osoba i……? I srodze się zawiodłam. Ocena jest bardzo, ale to bardzo subiektywna. Jak ktoś się nie zgadza to trudno. Ma prawo.

Lokal klimatyczny, to fakt, jednak ciaśniutki. Ale ok, to jest piwnica a na Kazimierzu piwnice nie są szczególnie przestronne. Zasiąść można na siedziskach, które przygotowane zostały dla osób o wadze do 5 kilo. Jeżeli ważysz więcej to się zwyczajnie zapadasz. Mało przyjemne. W owych lożach nie ma oparć,  które skutecznie izolowałyby plecy od chłodnych, kamienistych ścian. No dobrze, przesadzam, ale zwyczajnie nie siedziało  się tam mi  wygodnie.

Lokal ma dwa bary. Z górnego nie korzystałam więc się nie wypowiem. Korzystałam  dolnego baru. I tutaj już spotkał mnie zawód stulecia. Po pierwsze, za barem stoi bardzo pewny siebie koleś, który liczy drinki niestandardowe w zależności od swojego widzimisię. Ot, za drink z promocyjnej wódki zapłaciłam więcej niż za tego samego drinka z wódki w cenie standardowej. Dodatkowo zapłaciłam również cenę inną niż stojący obok mnie inny klient- nota bene mój kolega.

Najsympatyczniejszą osobą z obsługi była tam dziewczyna, która pracowała chyba na szklance. Dla niej pochwała. To ona powinna byc barmanek a jej koledzy powinny myć gary. Panom barmanom za całkowite dyletanctwo należy się solidny klaps i szkolenie z obsługi. Nie tylko z mieszania drinków, ale przede wszystkim z obsługi klienta.

Drugi plus dla sympatycznego prowadzącego karaoke. Trzeci plus za obowiązkową szatnię.

Ogólnie lokal jest przyjemny. Jednak byłby znacznie milszy gdyby właściciele utemperowali nieco obsługę