W ramach sobotniego VIII Festiwalu Zupy, na Placu Nowym, można było spróbować około 60 zup, przygotowanych przez restauratorów, właścicieli knajp oraz osoby prywatne.

Pogoda dopisała, organizatorzy zapewnili dość interesującą rozrywkę dla tłumów oczekujących na podanie zup, jury, pod kierownictwem Piotra Binkota oraz Roberta Makłowicza, przez kilka godzin obradowało nad przyznaniem nagród Złotej, Srebrnej oraz Brązowej Łyżki.

Zupy zgłoszone do konkursów niestety nie zachwyciły jurorów, wręcz, po raz pierwszy w historii Festiwalu, nie przyznano pierwszej nagrody. Jurorzy byli zawiedzeni mała pomysłowością autorów zup, ich marnym wykonaniem i, mówiąc kolokwialnie, pójściem na łatwiznę.

Wśród zup zgłoszonych do konkursu, królowały ciężkie zupy kremy, zawiesiste, typu „wszystko do gara”. Mało było zup sezonowych, lekkich i świeżych, za dużo wydziwianych i przekombinowanych.

Jurorzy znani ze swojego delikatnego podniebienia, wiedząc, że festiwal służy przede wszystkim jako dobra zabawa, starali się jednak wyróżnić te zupy, które świadczyły o pomysłowości i dobrym smaku gastronomów. Szukali, jak sami określali, zupy po prostu smacznej i dobrze przyrządzonej.

Koniec końców, główne wyróżnienie, Srebrną Łyżkę, zdobył chłodnik z melona z czipsami z jabłka przygotowana przez Restaurację „Tupli”, który zdaniem większości przypominał raczej deser, niźli danie obiadowe. Jednak w porównaniu z innymi zupami wypadł znakomicie.

Brązową Łyżkę zdobyła zupa bordowa autorstwa kucharzy z restauracji „La Fuente”.

Złotą Łyżkę, otrzymał za dotychczasowe zasługi in organizację Festiwalu, dyrektor Teatru KTO, Jerzy Zoń.

Złoty Kociołek, nagrodę sponsora Festiwalu, zdobyła zupa grzybowa, przygotowana przez restaurację „Brzozowy Gaj”

Niestety postawa głównego jurora, Roberta Makłowicza, który z dość dużym krytycyzmem oceniał poziom tegorocznych zup, pozostawia wiele do życzenia. Jego słowa były ostre i, powiem szczerze, zbyt obraźliwe, na mój i wielu tam obecnych, gust. Pomono niskiego poziomu konkursu, jest to przede wszystkim okazja do dobrej zabawy i sprawdzenia się w gotowaniu dla rzeszy amatorów, niż prestiżowy konkurs gastronomiczny. Można przypuszczać, że wiele osób poczuło się dotkniętych taką postawą jurorów i, mówiąc szczerze, nie wróży to nic dobrego przyszłym edycjom Festiwalu.

Ischke.