lahabanaPomysł był zacny, egzotyczne klimaty, egzotyczna muzyka, egzotyczni barmani i możne też niego egzotyczny wystrój. La Habana, jedna z najstarszych knajp na Kazimierzu, pokryta nieco kurzem i patyną, najlepsza koleżanka Propagandy, jest miejscem wartym przypomnienia.


Początkowo La Habana była miejscem tłumnie odwiedzanym przez, niewielką wtedy, klientelę Kazimierza. Każdy znał każdego, obsługa składała się z ludzi ceniących sobie pracę barmana, ale nie od strony technicznej, tylko od tej zabawniejszej, socjalnej. Klienci nie byli zbiorowiskiem ludzi przypadkowych, wiele bań lano dla jednej i drugiej strony kontuaru, wychodziło się ” na czterech” bladym świtem, nie dbając o to, czy nas widzą czy nie.

Teraz aż przykro patrzeć, jak klub odchodzi w zapomnienie. Ówcześni wierni klienci dorośli, obsługa to całkiem inny rodzaj kultury barmańskiej, niż ta kilka lat temu. Znak czasów, niestety. Jednak lokal jako tako się trzyma i stara się nie zniknąć z mapy Kazimierza.

Warto się wybrać do La Habany, tylko nie wolno oczekiwać atmosfery High Class, ponieważ to miejsce, nigdy takie nie będzie (dzięki Bogu). Standard Kazimierza, piwo, wiśnia, można spokojnie się schować na antresoli lub za palmą, muzyka przyjemna, nie ma tłoku. Warto, bo ten lokal, już przez „zasiedzenie”, zasługuje na uwagę.