Z sobotniej aktywności na naszym FP mogliście wywnioskować, że

a ) zeszliśmy wiele kilometrów

b ) mamy wątroby z żelaza

Oba te spostrzeżenia są słuszne.

Wiele kilometrów to wiele spostrzeżeń.

Nasz tour de Kazimierz rozpoczęliśmy zwyczajnie od szybkiej banieczki w Mechanoffi. Zostawiliśmy uroczym barmankom kwiatki, wszak był to Dzień Kobiet, wypiliśmy i ruszyliśmy w trasę.  Naszym zamiarem było odwiedzenie Kazimierza od tej innej strony to znaczy chcieliśmy się zapuścić w mniej oblegane rejony.

Na naszej trasie trafiliśmy na 4 zupełnie nowe dla nas miejsca i o nich kilka słów w tym i kolejnych wpisach..

Pierwszym zaskakującym i zupełnie niespodziewanym przystankiem na naszej drodze był lokal, który znajduje się na końcu Józefa zaraz przy Szerokiej. Nazywa się Avenue. Jednemu z naszych wywiadowców oczy się zrobiły okrągłe z niedowierzania, ale jak to mówią o gustach się nie dyskutuje a my przecież byliśmy w  pracy.  Trzeba się ze smokiem zmierzyć i wejść.

Co zatem zobaczyliśmy?

Właściwie to na pierwszy rzut oka lokal nie wygląda zachęcająco. Do naszych uszu dobiegała muzyka rozrywkowa,  co wskazywało na dancefloor ukryty gdzieś w czeluściach lokalu. Stojąc jednak przed drzwiami oszklonymi widzieliśmy jedynie zaciemnione, mroczne miejsce gdzie jedynym większym źródłem światła zdawał się być ekran tableta elegancko ubranego ochroniarza. Ale, jak to mówią, raz kozie śmierć. Po wejściu okazało się, ze owszem lokal posiada część piwniczną i to z niej dobiegała muzyka. Zeszliśmy na dół i znaleźliśmy się w całkiem przyjemnym dla oka miejscu. W środku parkiet, na parkiecie młodzież w ilości niedużej. W ogóle ludzi nie było tam za wiele. Ale za to było dwóch didżejów. w tym lokalu nie napiliśmy się niczego ponieważ nie było naszej wódki.

Oto co o lokalu piszą (chyba) właściciele

Lokal wyposażony jest:
– dwa niezależne poziomy / lounge \\\”1\\\” oraz klubowy \\\”-1\\\”/
– pełne zaplecze restauracyjne i klubowe
– w pełni wyposażony dancefloor
– profesjonalną salę dla palących w obrębie lokalu

WIĘCEJ O AVENUE
Poziom klubowy urządzony w stylu glam&elegant.
Sale wypełnia muzyczna uczta serwowana przez najlepszych artystów. Klubowy cocktail bar serwuje pełną gamę alkoholi i koktajli przygotowywanych przez najlepszych barmanów. Menu barowe zawiera bogatą gamę vodek, vodek smakowych, whisky, a także zestaw drinków i shotów tradycyjnie serwowanych w USA.

Generalnie odczucia pozytywne chociaż nie jestem do końca przekonana czy taki format się na Kazimierzu sprawdzi. Mam wrażenie, że miejsca z parkietami nie mają się najlepiej. Ile razy trafimy do jakiegoś tłumów nie ma, mimo tego, że jet to weekend. W lokalach tego typu na rynku jest zawsze mnóstwo ludzi a tutaj jakoś tak biednie jest.

Dodatkowo jeszcze lokalizacja. W te rejony Kazimierza zapędza się mało ludzi, raczej przechodzą tamtędy w drodze na Szeroką lub na Dajwór.  Lokal posiada promotora, który z wielkim zaangażowaniem zachęcał ludzi do wejścia. Nas zachęcał jak już z niego wyszliśmy. To znaczy, ze nie było go jak staliśmy przed wejściem kilka minut i nie zauważył naszego wyjścia. Zapewne jednak był w trasie i szukał chętnych więc rozumiemy to :)

Generalnie po pierwszym szoku ocena raczej na plus chociaż jakoś tak bez emocji. Ani się do czego przyczepić ani za coś szczególnego pochwalić. Lokal chyba ma za zadanie pełnić dwie funkcje – klubowa w dzień i dyskotekowa w nocy. Może to i jest sposób na sukces. Żeby nie było, że nasi wywiadowcy to złośliwe dranie: trzymamy kciuki za powodzenie. Może jak trafimy tam następnym razem będziemy się mogli napić pigwy jak ludzie :)

Chociaż, skoro lokal jest w amerikan stajla to się polskiej wódki smakowej możemy nie napić. Ale, skoro mają tam szkolonych barmanów pójdę tam kiedyś na sauera :)

W kolejnym wpisie opowiem o naszej wizycie w lokalu Wielki Kanion na Mostowej (przepraszam za to ale WTF?!) Semper felix Klub ludzi szczęśliwych na Bożego Ciała oraz Schizofrenia na Berka Joselewicza.

PS. W końcu weźmiemy się poważnie za Starą Zajezdnię.