ulica krokodyliPonoć tylko krowa nie zmienia zdania. Ponoć pierwsze wrażenie jest najważniejsze…

Na Szerokiej jest pewna knajpa, która nie ujęła mnie alni sympatyczną obsługą ani profesjonalizmem obsługi. Żeby nie być czepialskim. Nie wymagam od barmanów technik Fleur czy tez umiejętności mieszania kok taili na poziomie super zaawansowanym. Oczekuję, że nie będą mnie szyć na drinkach i ze będę mogła zasiąść przy stole nie lepkim i brudnym ale przyzwoitym.  Że jeż z popielniczki nie będzie krzyczał rozdzierająco kiedy pracownik lokalu gastronomicznego bije pianę z blondzią przy barze zamiast robić to,  za co mu tak jakby płacą- czyli dawać klientów puste (juz nie muszą być przecież czyste) popielniczki miedzy innymi.

Ale nie o tym mowa. Eony temu, za młodszych czasów udałam się z ma przyjaciółką na szot tour po Kazimierzu. W ramach tego szot touru zahaczałyśmy o różne lokale. Błysłyśmy i w Mechanoff i w Barace i jeszcze w kilku innych. Na Ulicę Krokodyli trafiłyśmy z ciekawości. Ok, knajpa całkiem fajna. Zamówiłyśmy szoty- nie byłam zdziwiona faktem, ze trzeba było barmanowi tłumaczyć co i jak. Ale dopiero oniemiałam jak kieliszek 40cl – pół na pół wódka z sokiem został nam policzony w cenie bani wódki.  Oniemiała zatem zapłaciłam za boski trunek i nie wracałam do knajpy chyba 2 lata. Wróciłam tam niedawno przy okazji urodzin kumpla. Wrażenie zgoła odmienne. Wnętrze fajniejsze, obsługa bardzo fajna, klimacik też korzystny. Co prawda nie wiem jakie mają ceny bo nie płaciłam. Wiem tylko, ze mój ulubiony ze wszech miar Paulaner kosztuje 9 PLN-ów- co jest bardzo przyzwoitą ceną. Zatem zmieniam zdanie co do Ulicy Krokodyli na Szerokiej